Bajka o pięknej księżniczce Soni

Bardzo dawno temu, w odległej krainie, żył lud, na czele którego stał król, noszący przydomek Zachłanny. Mieszkał w potężnym, murowanym zamku, ogrodzonym fosą, w piwnicach którego, gromadził złoto i kosztowności.
Do zamku prowadził zwodzony most i nikt nie mógł do niego wejść bez specjalnej przepustki, którą osobiście wystawiał król.
Jego lud ciężko pracował, aby on, dzięki nałożonym podatkom, mógł pławić się w luksusach, ubierać się w drogie szaty, nosić najdroższą biżuterię i kupować drogie meble. Żyli biednie, ale król się ich losem zbytnio nie przejmował. Interesował się tylko sobą i dbał tylko o siebie.
Władca miał córkę, jedynaczkę, która była tak piękna, że każdy, kto ją ujrzał, umierał z zachwytu. Tylko ojciec i jej matka oraz niania, nie umierali na jej widok, a to dlatego, że znali ją od urodzenia i przyzwyczaili się do jej widoku.
Księżniczka zamknięta była w baszcie, by ludzie nie mogli jej zobaczyć, gdyż wszyscy umarliby z zachwytu i kto by wówczas pracował dla króla?
Miała na imię Sonia i była bardzo nieszczęśliwa, gdyż całe dni siedziała sama, zamknięta w baszcie, a jedyną osobą, która do niej codziennie przychodziła, była jej niania. Osoba bardzo małomówna i nie lubiąca księżniczki, prawdopodobnie zazdroszcząc jej urody. Dlatego jej towarzystwo nie było Sonii miłe, ale niestety, na inne nie mogła liczyć.
Na szczęście, pewnego razu, kiedy księżniczka płakała nad swoim losem i się zamartwiała, wleciał do baszty, przez okno, ranny kruk, którym się Sonia zaopiekowała i który, dzięki niej, wyzdrowiał. Wkrótce byli nierozłączni. Okazało się, że był wyjątkowym ptakiem, może nawet czarodziejskim, gdyż znał ludzką mowę i był bardzo mądry, dzięki czemu Sonia miała z kim rozmawiać i spędzać długie godziny. Orol, bo tak go księżniczka nazwała, był jej jedynym prawdziwym przyjacielem i towarzyszem życia. Tylko dzięki niemu nie oszalała z samotności, bo przecież niania tylko przynosiła jej jedzenie, wodę, czyste ubrania i prawie wcale się do niej nie odzywała.
Jej tata, król Zachłanny, gdy tylko Sonia skończyła osiemnaście lat, ogłosił, że chce wydać córkę za mąż i zaczął urządzać turnieje rycerskie, pod pretekstem znalezienia odpowiedniego kandydata na męża. Co tydzień, w każdą niedzielę, bez względu na to, czy świeciło słońce, czy padał deszcz, król wybierał dwóch rycerzy spośród wielu chętnych, którzy przybywali pod mury zamku. Pozostałych, nie wybranych, zapisywał na inne terminy. Wybrańcy toczyli walkę na śmierć i życie o rękę jego córki.
Król obiecał, że zwycięzca dostanie rękę księżniczki i połowę królestwa, ale dobrze wiedział, że i tak każdy rycerz na widok jego córki umrze z zachwytu i nie będzie musiał nikomu jej oddawać, a zwłaszcza połowy królestwa. Każdy rycerz miał obowiązek, przed przystąpieniem do pojedynku, wręczyć królowi sakiewkę pełną złotych monet. To był niezbędny warunek, by wziąć udział w turnieju. Tym sposobem, co niedziela, Zachłanny bogacił się o dwie sakiewki. Jedną od rycerza pokonanego w pojedynku, drugą od zwycięzcy, który po wygranej walce, stając przed obliczem Sonii, by ucałować jej dłoń, umierał z zachwytu.
Król nie martwił się tym, że córka robi się coraz starsza, że przebywa zamknięta w baszcie, samotnie i wciąż jest panną, ani tym, że tylu niezwykłych rycerzy traci, co tydzień, życie. On nie kochał swojej córki, gdyby tak było, na pewno nie skazywałby jej na taki los. Kochał tylko siebie.
Natomiast Sonia bardzo przeżywała śmierć rycerzy i nie mogła pogodzić się z faktem, że jest przyczyną tragedii tylu wspaniałych, młodych ludzi. Ale nie mogła nic zrobić. Ojciec był królem, rządził królestwem twardą ręką i nie mogła mu się przeciwstawić, a ten robił się coraz bogatszy, dzięki tym biednym rycerzom i nie zamierzał rezygnować z tak łatwego sposobu na powiększanie fortuny.
Księżniczka wiedziała, że musi coś zrobić, by ratować siebie i tych nieszczęśników i, by mogła w końcu poślubić któregoś z nich. Ale co powinna była zrobić? Tego nie wiedziała.
Postanowiła porozmawiać o tym z Orolem. To mądry ptak i może coś poradzi.
- Kochany ptaszku, zaczęła pewnego dnia rozmowę z krukiem. Pomóż mi znaleźć jakieś rozwiązanie, by ci wspaniali rycerze nie musieli już ginąć w pojedynkach i na mój widok. Chcę opuścić tę basztę i zostać żoną jednego z nich.
- Bardzo bym chciał ci pomóc, wierz mi, ale nie wiem jak to zrobić i co mam ci poradzić, rzekł Orol. Ale masz rację, tak dłużej nie może być, szkoda mi ciebie i tych rycerzy. Ale wiesz co? Słyszałem, zanim z tobą zamieszkałem, że w lesie mieszka stara, mądra wróżka. Może ona coś poradzi? Polecę do niej i z nią porozmawiam.
- Dobrze, mój ptaszku, odparła Sonia. To świetny pomysł. Leć do niej, może będzie mogła jakoś pomóc?
Wróżka Samanta, bo tak miała na imię, zdziwiła się, kiedy pewnego dnia w szybkę jej okna zastukał dziobem kruk, który znał ludzką mowę. Z zaciekawieniem wysłuchała jego opowieści o księżniczce i powiedziała.
- Tak, słyszałam o księżniczce. Biedna dziewczyna. Jej ojciec to zachłanny i zły człowiek, który jest w zmowie ze złą czarownicą Helgą, mieszkającą na końcu lasu, w starej jaskini. To ona, za jego namową, rzuciła zaklęcie na księżniczkę, polewając głowę Sonii, gdy ta była jeszcze niemowlęciem, specjalną miksturą, którą sama przyrządziła, a która sprawiła, że na widok księżniczki każdy umiera z zachwytu. Król, w zamian, raz w miesiącu, dostarcza wiedźmie w skrzyni nowe ubrania, gdyż ta lubi się stroić i wyglądać jak królewna, chociaż twarz ma tak brzydką, że wszystkie lustra na jej widok pękają.
Aby odczarować zaklęcie, Sonia musiałaby udać się do czarownicy, ukraść jej tę miksturę i polać nią swoją twarz, a wówczas zaklęcie ustąpi. Specyfik trzyma wiedźma w buteleczce, pod swoim łóżkiem, w jednej ze skrzyń, w których przynoszą jej ubrania. Butelkę może dotknąć tylko czarownica i Sonia. Gdyby dotknął ją ktoś inny, specyfik przemieni się w wodę i już nigdy nikt nie będzie mógł odczarować zaklęcia, a wówczas księżniczka zostanie, na zawsze, starą panną.
Niestety, czarownica jest nadzwyczaj przebiegła i bardzo czujnie śpi. Gdyby się przebudziła, to na pewno by Sonię uwięziła i powiadomiła jej ojca o wszystkim, a ten już by się postarał, by odpowiednio ukarać córkę i pewnie postawiłby straże przy baszcie i już nigdy księżniczka by jej nie mogła opuścić.
- Ale musi być jakieś wyjście, jakiś sposób, by pomóc księżniczce i sprawić, by mogła normalnie żyć, by mogła opuścić basztę i nie zestarzeć się w niej, w samotności? Wzburzył się kruk, krążąc nerwowo nad wróżką, aż mu się w głowie zakręciło.
- Tak, masz rację. Trzeba coś zaradzić. Czarownica ma jeden słaby punk. Jak robi się ciemno, to wówczas bardzo słabo widzi, nawet jak zapali świeczkę. W jaskini mieszka też papuga, która tak jak ty, zna ludzką mowę i czarownica codziennie z nią rozmawia. Papuga ma na imię Jadźka. To ona w nocy zastępuje czarownicy oczy. Jest jej bardzo oddana i prędzej sama zginie, niż pozwoli zrobić coś złego swojej pani. Hmm, to naprawdę trudna sprawa, wręcz niemożliwa. Ale, zaraz… Przecież ty znasz ludzką mowę i też potrafisz naśladować głosy, prawda?
- Tak, przyznał Orol.
- W takim razie, chyba już wiem, jak przechytrzyć czarownicę i jej papugę. To może się udać, ożywiła się Samanta. Posłuchaj.
Gdy tylko wróżka opowiedziała Orolowi swój plan, ten klasnął skrzydłami, podziękował jej w swoim i Sonii imieniu, i pofrunął, jak najszybciej do baszty. Opowiedział księżniczce o spotkaniu z wróżką i jej podstępnym, choć ryzykownym planie.
Sonia wysłuchała jego opowieści z wypiekami na twarzy i rzekła.
- To będzie trudne i niebezpieczne zadanie, ale muszę zaryzykować i mam nadzieję, że mi w tym pomożesz, gdyż bez ciebie, sama, nie dam rady przechytrzyć czarownicy.
- Oczywiście, odparł kruk, możesz na mnie polegać, zrobię wszystko, by plan się powiódł i, byś mogła być w końcu szczęśliwa.
- Dziękuję ci, mój ptasi przyjacielu, rzekła Sonia, a w jej oku, ze wzruszenia, pojawiła się łza.
Zbliżała się noc, kiedy słudzy króla Zachłannego, jak co miesiąc, mieli nieść skrzynię pełną ubrań do czarownicy. Zawsze robili to nocą, by nikt tego nie widział i nie zastanawiał się, dlaczego, z czym i do kogo z nią idą? To była wielka tajemnica, której król strzegł, ale Orol dowiedział się, podpytując wróble, żyjące na zamku, której nocy się to wydarzy.
Gdy nadeszła ta noc, kiedy tylko się ściemniło, księżniczka wyszła przez okienko baszty, po związanych ze sobą prześcieradłach i ruszyła szybkim krokiem w stronę jaskini, gdzie mieszka zła czarownica. Tuż nad jej głową frunie Oriol.
Czeka ich długa droga i muszą zdążyć wrócić, zanim zacznie świtać i zanim ktoś mógłby zobaczyć zwisające z okienka prześcieradło, tym bardziej, że codziennie rano niania przynosi śniadanie i na pewno wszczęłaby alarm, gdyby nie zastała Sonii.
Oriol dowiedział się też, którędy słudzy będą szli ze skrzynią i razem z Sonią czekali na nich przy leśnej drodze, schowani za olbrzymim dębem.
Kiedy nadeszli i zbliżyli się, Oriol pofrunął w krzaki, z których po chwili rozległ się krzyk.
- Na pomoc! Ratunku! Słychać było czyjś głos, jakby kobiecy.
Słudzy króla zatrzymali się, postawili skrzynię na ścieżce i nasłuchiwali, czy wołanie o pomoc się powtórzy. Nie czekali długo. Ktoś nadal wołał o pomoc, a głos wciąż dochodził z krzaków, nieopodal. Ruszyli w tamtą stronę, rozglądając się strachliwie na boki i łapiąc się za ręce, jak dzieci, wchodząc w zarośla.
Sonia tylko na to czekała. Podbiegła do skrzyni, otworzyła ją i weszła do środka, przykrywając się ubraniami.
Po chwili słudzy wrócili z krzaków, nikogo tam nie znajdując , ale wciąż mając oczy, ze strachu, wielkie jak pomarańcze.
- To chyba musiał być jakiś duch, rzekł drżącym głosem, jeden z nich. Mógłbym przysiąc, że głos dochodził z tych krzaków.
Drugi sługa chciał też coś rzec, ale tak zaczął się trząść ze strachu, aż mu wypadła sztuczna szczęka i nie mógł nic powiedzieć.
- Idźmy, jak najszybciej i najdalej stąd, odparł trzeci z nich.
- Racja, spieszmy się, odparł czwarty.
Chwycili za skrzynię i ruszyli w dalsza drogę.
- Nie powinniśmy się byli zatrzymywać, chociaż z drugiej strony, jak ktoś woła o pomoc, to trzeba reagować i próbować pomóc temu w potrzebie, rzekł pierwszy sługa. Nie można odwracać głowy i udawać, że nic się nie słyszy. Czy tylko mi się wydaje, że skrzynia jest teraz dużo cięższa, niż wcześniej, zanim się zatrzymaliśmy? Wszyscy przyznali mu rację i potakując głowami zniknęli w ciemnościach.
Kiedy zbliżyli się do jaskini zamieszkałej przez czarownicę, ledwo mogli utrzymać się na nogach, ze zmęczenia. Ostatkiem sił postawili skrzynię na trawie i zapukali do drzwi.
Otworzyła je czarownica, mrużąc oczy, co potwierdzało plotkę, że ledwo widzi w nocy. Odezwała się gniewnym, chrapliwym głosem.
- Co tak długo dzisiaj? Czekam i czekam. Przez was się, tej nocy, nie wyśpię.
- Chyba jakoś wyjątkowo strojne są tym razem ubrania, gdyż skrzynia jest tak ciężka, że musieliśmy co chwila przystawać i odpoczywać, rzekł któryś sługa.
- Dobrze już, szybko, wnieście ją do środka i postawcie przy łóżku. Rano zobaczę co to za ubrania i dlaczego są takie ciężkie, jak mówicie.
Postawili skrzynię przy łóżku ciesząc się w duchu, że nie będą musieli już jej dźwigać.
- Odprowadzę was do drzwi i zamknę je za wami, rzekła Helga.
Gdy tylko czarownica oddaliła się od skrzyni, by zamknąć za sługami drzwi, Sonia otworzyła wieko , wyskoczyła z niej cichutko, jak kot i schowała się za bujanym fotelem, stojącym przy łóżku.
- Jadźka! Jesteś tu? Zawołała czarownica wracając po omacku do łóżka.
- Tak, jestem, odparł Orol, udając głos papugi.
- A co masz taki dziwny głos? Spytała Helga.
- Aaa, gardło mnie trochę boli. Musiałam zjeść zimnego robaka, odparł Oriol, udając Jadźkę.
- Gdzie jest moja piżama, nie wesz? Jestem pewna, że schowałam ją, jak zwykle, pod poduszką, ale jej tam nie ma, rzekła zdziwiona czarownica, przeszukując łóżko.
- Może niechcący schowałaś ją do skrzyni pod łóżkiem? Odparł chytrze Oriol głosem papugi, licząc na to, że czarownica się nie domyśli kim jest i nie dowie, że to on zabrał piżamę spod poduszki i ukrył pod łóżkiem, za skrzynią.
- A po co miałabym ją tam chować? Kontynuowała Helga?
- Nie wiem, ale na pewno rano coś brałaś ze skrzyni i może niechcący tam piżamę położyłaś, lub ci wpadła?
- Rzeczywiście, brałam krople na katar, odparła Helga.
- Daj klucz od skrzyni, to sprawdzę, czy tam jest? Odparł lekko podenerwowany Oriol.
Helga nigdy nie rozstawała się z kluczem i w zasadzie, tylko ona ją otwierała. Ale jest późna noc, ona prawie nic nie widzi, a piżamy nie ma, więc jak się ma położyć do łóżka spać? Nago? A może w ubraniu? Przez całe swoje życie, zawsze kładła się spać w piżamie i nigdy by nie usnęła, nie mając jej na sobie. Była o tym przekonana.
Może faktycznie rano ją tam włożyłam, niechcący i teraz tego nie pamiętam? Robię się coraz starsza, pomyślała i wzdrygnęła się na samą myśl o tym.
- Dobrze, dam ci klucz, a ty sprawdź, czy tam jest, odparła Helga.
Zdjęła z szyi kluczyk i wystawiła go na dłoni. Oriol zbliżył się do niej ostrożnie i sięgną po klucz, modląc się w duchu, by Helga nie poznała, że on nie jest papugą, gdy nagle czarownica przemówiła.
- Twoje zielone pióra na grzbiecie i czerwone na ogonie, w nocy są czarne jak smoła. Nie tylko pamięć mam coraz słabszą, ze wzrokiem też jest chyba coraz gorzej, rzekła smutno.
- Oriol nie odpowiedział, bojąc się, że głos mu zadrży ze strachu i Helga domyśli się wszystkiego. Chwycił klucz i dał nura pod łóżko, dając znak Sonii, by zrobiła to samo. Gdy księżniczka wsunęła się zza fotela pod łóżko, natrafiła ręką na coś, co tam było. Spojrzała na czym położyła dłoń i mało nie krzyknęła z przerażenia. Jej dłoń leżała na nieprzytomnej papudze, Jadźce. Zapomniała, że Oriol dostał od wróżki Samanty środek nasenny, którym ją uśpił.
Gdy Helga otwierała drzwi, sługom króla, kiedy przyszli ze skrzynią, kruk niepostrzeżenie wfrunął do jaskini, nad ich głowami, a następnie zaszedł od tyłu Jadźkę jedzącą pokarm z miski i psiknął w nią środkiem nasennym i, już uśpioną, położył pod łóżkiem.
- I co? Spytała Helga. Znalazłaś piżamę?
- Jeszcze chwila, jeszcze się mocuję z zamkiem, odrzekł Oriol
Naprawdę miał problem z jego otwarciem, gdyż pazury tak mu się trzęsły ze strachu, że nie mógł trafić kluczem w dziurkę. Gdy mu się to w końcu udało, otworzył wieczko skrzyni, a Sonia chwyciła butelkę z napisem „odtrutka na zaklęcie”.
- Mam! Piżama jest tutaj, krzyknął kruk i mrugnął porozumiewawczo do Sonii.
- Czyli miałaś rację, powiedziała Helga. Musiałam ją tam położyć i zupełnie tego nie pamiętam. Naprawdę jest ze mną coraz gorzej, niedługo zapomnę zaklęć, a wówczas co ze mnie będzie za czarownica, pomyślała ze strachem.
- Daj mi tę piżamę, muszę się przebrać. Odwróć się, Jadźka!
- To ty się przebieraj, a ja idę do swojej klatki, bo poczułam się śpiąca. Położę się spać. Dobranoc Helgo!
- Też czuje się śpiąca. Zrobię to samo. Dobranoc Jadźka.
Oriol odczekał chwilę i kiedy słychać było już miarowy oddech, a po chwili chrapanie wiedźmy, natychmiast ukradkiem, razem z Sonią, opuścili jaskinię.
Zaraz po jej opuszczeniu księżniczka wyjęła butelkę z odtrutką i obmyła nią swoją twarz.
- Jak myślisz, spytała kruka, odtrutka zadziała? Nie będą już ludzie umierać z zachwytu na mój widok?
- Nie wiem, odparł, ale życzę ci, by tak było. Niedługo się przekonamy. W niedzielę jest kolejny turniej o twoją rękę, być może poznasz w końcu swojego przyszłego męża…
- Mam też taką nadzieję , powiedziała rozmarzona Sonia.
- Pospieszmy się, rzekł Oriol. Musisz zdążyć wrócić do baszty przed świtem, a ten zbliża się nieubłaganie.

Helgę obudziły jakieś dziwne hałasy. Dochodziły, o dziwo, spod łóżka. Co za czort, pomyślała? Wychyliła się i zobaczyła przewracającą się tam Jadźkę. Wyglądała, jakby była pijana. Nie mogła utrzymać się na nogach i co chwila upadała uderzając dziobem w podłogowe deski.
- Co ci jest, spytała Jadźkę? Upiłaś się? O tej porze?
- Nie, skądże. Odparła papuga. Kręci mi się w głowie, jakbym była pijana, faktycznie, ale nawet dzioba w niczym nie zamoczyłam, a zwłaszcza w alkoholu! Nie wiem co mi jest? Pamiętam, że jadłam coś z miski, ty poszłaś otworzyć drzwi sługom króla i… dalej już nic nie pamiętam.
- Jak to? Krzyknęła przerażona Helga. Przecież szukałaś mojej piżamy, którą znalazłaś w skrzyni, gdzie ją musiałam, niechcący, schować. Dałam Ci kluczyk od skrzyni, rozmawiałyśmy…
- Naprawdę? Ja nic nie pamiętam, a pamięć mam wyśmienitą, odparła Jadźka. Jaki kluczyk?
W tym momencie Helga wyskoczyła z łóżka, wysunęła spod niego skrzynię i ujrzała, że nie jest zamknięta na klucz. Gdy ją otworzyła z wrażenia omal nie zemdlała. Nie było buteleczki z odtrutką na zaklęcie. Nic nie rozumiała i nie potrafiła sobie wytłumaczyć jak mogło do tego dojść, ale wiedziała, że ktoś ją i Jadźkę przechytrzył. Była wściekła na siebie i na wszystkich. Zaczęła krzyczeć, tupać nogami, biegać po jaskini, rzucać wszystkim, co jej wpadło w ręce. Zrobiła się zielona ze złości, a z jej oczu tryskała nienawiść. Jadźka widząc jej gniew i obawiając się tego, co może się wydarzyć, wyfrunęła przestraszona, przez okno i nigdy już nie wróciła. Kilka dni później czarownica Helga też opuściła jaskinię i nikt nigdy już jej nie widział, ani nie słyszał. Przepadła gdzieś na zawsze. Ludzie mówią, że straciła całkowicie wzrok i również w dzień jest ślepa oraz zapomniała zaklęć i błąka się samotnie po lesie szukając swojej papugi i miejsca dla siebie.

W niedzielę odbył się kolejny turniej o rękę księżniczki Sonii. Tradycyjnie, przybyło wielu gości, z całego królestwa, gapiów, a król i jego dworzanie zasiedli na trybunie honorowej. Zachłanny przyjął, jak zwykle, od uczestników pojedynku po sakwie ze złotymi pieniędzmi i dał znak, by rozpocząć turniej. Za jego plecami, w asyście strażników, opatulona chustą, by nikt nie ujrzał jej twarzy, siedziała jego córka, Sonia, czekając na rozpoczęcie turnieju i modląc się w duchu, by odtrutka zadziałała.
Rycerze stanęli naprzeciwko siebie, konno i zaczęła się ich mordercza walka o rękę księżniczki i pół królestwa.
Niestety, jak zawsze, z potyczki wyszedł cało tylko jeden z rycerzy. Księżniczka zauważyła, że jest bardzo przystojny, dostojny, dobrze zbudowany i, że zbliża się do trybuny honorowej by ucałować jej dłoń. Czuła, że drży całe jej ciało i prawie mdleje ze strachu przed tym, co za chwilę nastąpi. Za kilka sekund okaże się, czy odtrutka zadziałała i, czy widzi właśnie swojego męża? Bardzo tego chciała.
Kiedy zbliżył się do niej, by ucałować jej dłoń, rozchyliła chustę i ukazała mu swoją twarz. Wszyscy odwrócili wzrok, spodziewając się, że za chwilę dzielny rycerz, na widok jej twarzy, upadnie i umrze z zachwytu, jak każdy do tej pory, przed nim, ale nic takiego się nie wydarzyło. Rycerz ucałował jej dłoń, przedstawił się i trzymając wciąż jej rękę, zwrócił się do króla Zachłannego o błogosławieństwo. Król był tak zaskoczony, że udzielił im błogosławieństwa, nie zastanawiając się, co robi, nadal nie rozumiejąc, co się stało i jak to możliwe? Gdy wszyscy wiwatowali, wznosili okrzyki radości i gratulowali młodej parze, król, chcąc uciec od tego zgiełku i zaszyć się w swoich komnatach, by wszystko przemyśleć, potknął się o stopień i runął z trybuny na plac, gdzie niedawno odbył się pojedynek. Medycy nie potrafili mu pomóc i kilka dni później zmarł na skutek odniesionych obrażeń. I chyba nie było nikogo, kto by za nim tęsknił, czy mu współczuł.
Naturalnie, zwycięski rycerz pojął Sonię za żonę, a ponieważ król zmarł, przejął nie pół, ale całe królestwo. Żyli długo i szczęśliwie, wiele lat. Królestwo, pod rządami nowego króla i królowej, dzięki pieniądzom króla Zachłannego, bardzo się rozbudowało. Nowy król nie żałował ich na budowę dróg, mostów, miast. Dbał o mieszkańców, którym żyło się bardzo dobrze. Wszyscy byli szczęśliwi i kochali swoich władców.
Młoda para zamieszkała w zamku i spodziewa się potomstwa. Razem z nimi mieszka kruk Oriol, którego Sonia zapewniła, że będzie mógł z nimi być tak długo, jak tylko będzie chciał, a ma nadzieję i tego sobie życzy, że zamieszka z nimi na zawsze. On oraz jego ptasia partnerka, która właśnie złożyła jajka i wkrótce przyjdzie na świat ich potomstwo, małe, krucze pisklęta.

autor: Marek Wnukowski