Zielony duszek

Ma rumiane policzki, zieloną czapkę, rude, kręcone włosy, jest malutki i chudziutki, ale ma dużo energii, radości, cierpliwości. Wszędzie go pełno. Pojawia się nagle, w różnych miejscach i o różnej porze i pogodzie. Nie może usiedzieć długo w jednym miejscu, nie nudzi się i niczego się nie boi. Jest czujny, zjawia się tam gdzie go potrzebują. Chętnie spieszy z pomocą, jest niestrudzony. Pociesza, przytula, sprawia, że pojawia się uśmiech na twarzy. Dzielny i wspaniały, kochany jest Pocieszek. Kto go spotka jest szczęśliwy, poprawia mu się humor. Duszek ma przy sobie kuferek, z którego wyjmuje balony, lizaki, misie. Dla każdego dziecka coś ma. Lubi dawać prezenty. Nie przejdzie obojętnie wobec żadnego dziecka, zawsze ma coś w zanadrzu dla dzieciaków, wie co lubią, czego potrzebują. W skupieniu je obserwuje i w chwili kryzysu reaguje, szybko spieszy z pomocą. Integruje się stworek z przyrodą, spędza czas na łące, w lesie, przy drodze, upaja się zapachem kwiatów i śpiewem ptaków, swoich skrzydlatych kompanów.

Pocieszek ułożył kiedyś taki wierszyk:

Jestem dla Was Drogie dzieci,
gdy deszcz pada czy słońce świeci.
Udzielę z chęcią pomocy,
zawsze, w dzień i w nocy.
Prezenty dla Was mam,
nikt nie będzie sam.


Różne są sytuacje, dobre i złe dni. Coś niespodziewanie się wydarzy, z czego niekiedy nie jesteśmy zadowoleni, nie wiemy czasem jak się zachować.

Antosia gdy urodził się braciszek była podekscytowana, ciekawa brata, lubiła mu się przyglądać, trzymać za rączkę. Wybrała mu imię, Leoś, ale smutno było Antosi, że mama już rzadziej sadza na kolanach, bajki opowiada Leonkowi, nie układa klocków z córeczką, na spacer nie chodziły już same, ale z Leonkiem w wózku, wiedziała, że trzeba kochać brata, ale było jej przykro, że jej kochana mama nie spędza już z nią tyle czasu co kiedyś. Rodzice tłumaczyli jej, że brat jest malutki, bezbronny, że potrzebuje więcej uwagi, pomocy, a że Antosia jest już dużą dziewczynką, mądrą i powinna zrozumieć, że mama jest teraz bardziej zmęczona i ma więcej obowiązków. Babcia przychodziła do wnuków, Antosi czytała, Leonkowi też, mówiła, że oboje są jej gwiazdeczkami. Tata był dumny, że ma syna, cieszył się, że będzie mógł kiedy grać z nim w piłkę.
Antosia zawsze ze zniecierpliwieniem czekała na urodziny, to było jej święto.

Był tort, balony, goście. Nie tym razem. W dniu urodzin dziewczynki braciszek dostał wysokiej gorączki, rodzice pojechali do lekarza, długo ich nie było, z Antosią została młoda sąsiadka, która miała słuchawki na uszach, nie zwracała uwagi co dziecko do niej mówi, a Antosia chciała się pochwalić, że ma urodziny. Zrezygnowana dziewczynka spuściła główkę i z grymasem na twarzy poszła do pokoju, opiekunka nawet nie drgnęła.

Antosia położyła się na łóżko i zapłakała, było jej smutno, czuła się samotna.

Zasnęła. Gdy się obudziła w pokoju były balony, serpentyny, na stole stał tort, ktoś stał przy łóżku, Antosia przetarła oczy ze zdumienia, wzdrygnęła się.
- Nie bój się, usiądź proszę, to dla Ciebie, wszystkiego najlepszego w dniu urodzin Antosiu, ten pyszny tort, czekoladowy, taki jaki lubisz, jest dla Ciebie.
- Dla mnie?- Zdziwiła się dziewczynka. - A skąd wiedziałeś, że mam urodziny, mama i tata zapomnieli, zasmuciła się.
- Ale ja pamiętam.- Usłyszała. - Pocieszek do usług panienki.- Zażartował duszek.- Sto lat Antonino, słodka jak miód dziewczyno.- Zaśpiewała zjawa. Wyciągnął rękę do dziewczynki, okręcił dookoła.
- A to dla Ciebie, moja panno, proszę, miś, najlepszy przyjaciel dzieci, on Cię zawsze wysłucha. A mama i tata Cię kochają, tylko teraz tyle spraw na głowie mają, nie gniewaj się na nich, przy maluchu jest co robić, zobaczysz, braciszek szybko urośnie.- Pocieszał dziewczynkę, położył jej rękę na ramieniu a po chwili już go nie było.
Antosia wreszcie wyszła z pokoju, zobaczyła, że mama i tata z bratem wrócili. Mama nakarmiła braciszka, dała mu lek i go utuliła do snu a Antosi wręczyła mały bukiecik margerytek, tata dał śliczną lalę, uściskali córkę. Złożyli życzenia, powiedzieli, że o niej nie zapomnieli, że braciszek ma się już lepiej.
Auu, jak boli.- Krzyknęła z bólu Dorotka. Jaś ją popchnął i upadła, chłopiec pobiegł dalej, nie oglądając się za młodszą siostrą. Dorotka pocierała rączką obolałe kolano. Noga ją bolała, zaczęła kuśtykać w stronę domu. Łzy leciały po buzi.
- Złap mnie za rękę, pomogę Ci dojść, ale najpierw obejrzę kolano, przemyję rano, jesteś dzielna, poboli i przestanie.- To odezwał się Pocieszek, nie mógł zostawić samej Dorotki na podwórzu.
- Kim jesteś? - Cichutko spytała się Dorotka. - Nie znam Cię, nie mogę rozmawiać z nieznajomymi. - Dodała nieśmiało.
- Słusznie, trzeba być ostrożnym. - Zdecydowanie powiedział Pocieszek.- Jestem przyjacielem dzieci, zjawiam się tam, gdzie mnie potrzebują, takie pogotowie ratunkowe ze mnie. - Mrugnął duszek.
- Mój brat jest dla mnie niedobry, mówi, że wolałby mieć brata, dokucza mi.- Żaliła się dziewczynka.
- Może się czegoś obawia, wstydzi się, boi się przyznać do słabości, więc ogrywa chojraka.- Stwierdziła istotka w zielonej czapie. - Wyrośnie z tego, zobaczysz, nie martw się. Zobacz, jaki kolorowy lizak na otarcie łez. Proszę. - Podał dziewczynce smakołyk.
- Dlaczego pomagasz dzieciom? Dorotka zadała Pocieszkowi poważne pytanie.
- Bo lubię, nie mogę patrzeć jak się smucą, cierpią i gdy są samotne. Kocham dzieci i chcę by były zdrowe, szczęśliwe i kochane. - Spokojnie odpowiedział duszek.
- Dziękuję.- Powiedziała krótko Dorotka, cmoknęła stworka w policzek.
- A teraz, trzymaj się mnie i ruszamy powoli do domu.- Zaproponował Pocieszek.
Doszli w milczeniu do domu, gdy Dorotka się odwróciła, jej przyjaciel zniknął.

Brat przeprosił potem Dorotkę, bo głupio mu się zrobiło, rozmawiał z kolegą, który powiedział Jaśkowi, że ma bronić siostry ja prawdziwy mężczyzna a nie jej dokuczać, zastanowił się chłopiec i po chwili przyznał rację koledze.

Pocieszek postanowił odpocząć i położył się pod drzewem. Ptaki śpiewały. Słoneczko świeciło. Nie lubił leniuchować, więc długo nie spał. Zobaczył nagle chłopca, który powoli szedł drogą, był czymś zmartwiony.
- Co się stało, dlaczego masz smutną minę?- Zagadnął go Pocieszek.
- Ja, ja, ja zgubiłem sweter, który dla mnie na drutach zrobiła babcia Wiesia.- Za jąkał się chłopiec.- Było ciepło, więc go zdjąłem, położyłem go na ławce na szkolnym korytarzu, pobiegłem z chłopakami na boisko, gdy wróciłem swetra nie było, a babcia tak długo go robiła, mama będzie zła.- Denerwował się Julek.
Pocieszek nic nie mówiąc wyciągnął zza siebie wełnianą rzecz.
- Proszę, to Twoja zguba, mama się nie dowie, że przez chwilę nie miałeś przy sobie babcinego prezentu.
- Ale skąd go masz?- Julek nie mógł uwierzyć, że znowu ma niebieski sweter.
- A to już moja tajemnica.- Śmiał się duszek. - Najważniejsze, że znowu masz to śliczne ubranko. Na mnie możesz zawsze liczyć. Pamiętaj, by myśleć pozytywnie. Głowa do góry.- Przekonywał chłopca. - A teraz idź do domu, bo bacia czeka z gorącym obiadem. Tylko już niczego nie zgub! - Pomachał paluszkiem, uśmiechnął się do chłopca i gdzieś wsiąkł jak kamfora.
Kolejna misja spełniona.- Z zadowoleniem stwierdził Pocieszek.
- Brawo Pocieszku.- Pochwalił duszka łaciaty piesek.- Dziękuję, że pomagasz dzieciom, moim małym przyjaciołom.

Nad głową Pocieszka pojawiły się motyle, tańczyły przez chwilę, to był ich prezent, podziękowanie dla duszka za jego dobre serce, pomoc dla dzieci. A wróble zaćwierkały, z podziwem patrząc na posiadacza zielonej czapeczki.

Dzieci, które spotkały na swojej drodze Pocieszka, swojego wybawiciela spały odtąd spokojnie i pamiętały o tym wyjątkowym pomocniku, miały swoje tajemnice, nikomu nie powiedziały, że z opresji wybawił ich rudy ludek.

Pocieszek zawsze miło wspominał wszystkie dzieci, przyglądał się im, szeptał do ucha Dzień Dobry, Dobranoc. Kibicował im w różnych okolicznościach. Myślał o nich, co robią, jak się czują. Pamiętał ich imiona, wygląd. Był dumny ze swoich podopiecznych, cieszył się ich szczęściem. Czuł się potrzebny i spełniony, wiedział, że czyni dobrze, że nie chce czego innego robić, że to jest sensem jego życia, że wspaniale jest komuś pomóc, pocieszyć, podarować coś, porozmawiać, przytulić, uśmiechnąć się. Dobrych duszków nigdy nie jest za wiele. To fart trafić na takiego duszka. Każdy może mieć piękną duszę, wystarczy tylko tego chcieć a tak się stanie.

autor: Barbara Sznytka